„Będziesz Mi Wierna” – to musiał powiedzieć mój samochód na początku naszej znajomości, która trwa już piąty rok. To też dla mnie rozwinięcie skrótu BMW. Postanowiłyśmy z Anią, że napiszemy trochę o samochodach którymi przyszło nam jeździć nieco dłużej niż tydzień, jak ma to miejsce w przypadku testowanych tu przez nas  egzemplarzy. Mój obecny samochód to BMW 530XD touring z 2010 roku i na chwilę obecną mogę śmiało powiedzieć, że jest tylko jeden z którym mogłabym go zdradzić (bo jak wiadomo z tą wiernością różnie bywa) ale o tym innym razem. Dlaczego taka wersja i dlaczego jest tak idealny? Zacznijmy od początku.

baganik

Osobiście uważam, że większość samochodów zdecydowanie lepiej wygląda w wersji kombi. Możecie się ze mną spierać ale tak po prostu jest. Koniec i kropka. Miłość do tej wersji nadwozia nie wzięła się znikąd. Otóż pierwszym samochodem, jakim przyszło mi jeździć, była bordowa Toyota mojego Taty (z tego miejsca serdecznie Go pozdrawiam i jednocześnie dziękuję za dużą dozę zaufania, jaką wtedy mnie obdarzał). Była to Corolla z 1996 roku w kombi, a jakże! Sami rozumiecie – pierwsze razy odciskają na człowieku pewne piętno. „Kombi”, „wagon”, „touring” jakkolwiek by ich nie nazywać wiadomo, że to po prostu wygoda, którą wyjątkowo sobie cenię.

Dlaczego X-drive? Tego chyba nie trzeba tłumaczyć – lubię sobie komfortowo i stabilnie ruszać na ośnieżonych drogach, parkingach itp. podczas gdy tylnonapędowcy miotają się na wszystkie strony. W dniu kiedy ceny oleju napędowego i benzyny osiągnęły zbliżony poziom, doszłam do wniosku, że niekoniecznie upieram się przy zakupie wersji w dieslu chociaż większy moment obrotowy wciąż mnie cieszy.

Pojemność – bezsprzecznie lubię duże. Nic na to nie poradzę, że zdarza mi się „depnąć” zarówno w trasie jak i w mieście, taka już moja natura. Mój samochód w tym względzie jest bardzo tolerancyjny ponieważ przy swojej 3 -litrowej pojemności spala zaledwie 11 l/ 100 km w cyklu miejskim i ok 8l/100 km w trasie. No bajka sami przyznajcie. 233 konie piją tyle co niejeden „ekonomiczny” miejski maluch z silnikiem 1,6. Nie muszę dodawać, że jest to bardzo żwawe stadko.

I teraz najważniejsze – dlaczego seria 5? Jest to kompromis między wielką limuzyną, w której czułabym się nieswojo, a czymś mniejszym w stylu serii 3 którą też jeździłam na pewnym etapie swojego życia. „Piątka” to ideał dla czteroosobowej rodziny, która kilka razy w roku musi pojechać gdzieś dalej a lista rzeczy do spakowania zdaje się nie mieć końca. Wózki, wanienki, walizki i rowerki – wszystko to, i jeszcze więcej, upycham do mojego kombi. W sedanie taka sytuacja nie miałaby racji bytu a pies nie miałby jak szczekać na jadących za nami ludzi. Jeśli macie w sobie romską żyłkę możecie do fabrycznych relingów przyczepić bagażnik i napchać tam jeszcze czego dusza zapragnie.

Wnętrze – nie jestem obiektywna. Uważam, że jest najlepsze w tym segmencie. Lubię minimalizm, prostotę i klasyczne przyciski (nie jakieś tam dotykowe ekrany przez które można spowodować wypadek). Lubię też dobrą jakość materiałów i wygodne fotele. Wszystko to mam w swoim samochodzie! Co zrobić?! Trafiłam na ideał – sami przyznajcie! Jednym słowem o moim samochodzie: lubię radość z jazdy. Ludzie kupujcie „piątkę”, miliony Niemców nie mogą się mylić.

P1080839

 

Tekst: Ulana 

Zdjęcia: Anna Nazarowicz