Trzy dni temu po sieci rozlała się informacja, że marka Mercedes ma w swoich kręgach nowego ambasadora. Niby nic, w końcu producenci samochodów coraz częściej zacieśniają relacje ze sportowcami, aktorami i wciąż niezrozumiałym dla mnie tworem – celebrytami. Świat literatury był jednak konsekwentnie pomijany. Aż do dziś.

Statystyki co roku biją na alarm – Polacy nie czytają książek. Literatura nieubłaganie jest wypierana przez wścibskiego Pudelka na którym możemy zobaczyć jak biust Mariah Carey zalewa plażę na Florydzie, i przeczytać  z kim sypia pies Natalii Siwiec. Sporo czasu pożera również Polakom facebook na którym z kolei królują zdjęcia dzieci (lubię ale zbyt długo się gotują), jedzenia (patrzę, i nie widzę gdzie fenomen jest pogrzebany) i marnych selfie (bo zrobić dobre to nie lada sztuka). Tym bardziej zaskoczył wszystkich fakt, że producent luksusowych samochodów wybrał na jednego ze swoich ambasadorów przedstawiciela właśnie świata literatury.

lls

Owym wybrankiem jest Szczepan Twardoch, młody pisarz, autor głośnej powieści „Morfina” nagrodzonej Paszportem Polityki i Nagrodą Literacką Nike (przyznaną przez czytelników). Fajnie pisze, fajnie wygląda, co stoi na przeszkodzie, aby jeździł fajnym samochodem? Osobiście cieszy mnie fakt, że niemiecki producent postawił na człowieka, który swoją twórczością wnosi jakąś wartość (w postaci dobrej książki) a nie udaje gwiazdę tańcząc na lodzie. Mercedes CLS 400 4MATIC (bo właśnie takim modelem będzie się poruszał Szczepan Twardoch) to już coś więcej, niż samochód. To prawdziwe przeżycie. Któż z nas nie chciałby posiadać takiego cudeńka na własność? Ano wszyscy by chcieli, ale tylko nieliczni potrafią się do tego przyznać. Większość wyleje wiadro żółci w anonimowych komentarzach głównie dlatego, że im w życiu nie wyszło. Źle znosimy życiowe porażki ale jeszcze gorzej sukcesy innych, co dobitnie pokazał krytyk literacki Paweł Dunin Wąsowicz komentując zaistniałą sytuację w następujący sposób:

„”rozumiem, że prestiż pisarza przy obecnej niedużej konsumpcji książek jest stosunkowo niski i przyjąłeś propozycję, która to waloryzuje. Osobiście nie zazdroszczę, nie mam prawa jazdy, jeżdżę komunikacją publiczną albo na rowerze. Nie wiem, może się mylę, ale wydaje mi się, że jeśli chciałeś zakwestionować etos literatury, w której języku tworzysz, to udało się świetnie.”

Ten cios bez rękawic Szczepan Twardoch przyjął bezbłędnie niczym Sylvester Stallone w filmie „Rocky”:

” Paweł, ja się do tego etosu nigdy nie zapisywałem i w ogóle się doń nie poczuwam. Nigdy też nie składałem ślubów ubóstwa. Prestiż zawodu pisarza wydaje mi się stosunkowo wysoki, skoro wygenerował taką propozycję – którą przyjąłem bo kocham samochody. Just like that. Pozostaję z szacunkiem.”

merc

(Pisarz poinformował o swojej współpracy z marką Mercedes na swoim profilu społecznościowym).

W samo sedno!!! Nie widzę powodów, dla których pisarz miałby jeździć zardzewiałym rowerem a ładne samochody oglądać jedynie w gazetach. Dlaczego ma nie korzystać z dóbr luksusowych jeżeli tylko nadarza się taka okazja?  Dlaczego ma odrzucać ciekawą propozycje współpracy skoro ktoś chce docenić jego osobę?

Jako dziennikarz motoryzacyjny niejednokrotnie miałam okazję jeździć samochodami spod szyldu Mercedesa. Każdy z nich był przepiękny, świetnie wykonany i prowadził się jak samochód, który przez lata pracował na miano „gwiazdy” w świecie motoryzacji. Przede wszystkim jednak świat oglądany zza kierownicy takiego samochodu wygląda zupełnie inaczej – ładniej, przyjemniej, po prostu lepiej. Dla amatorów to kolejny środek transportu, ale dla miłośników motoryzacji, takich jak ja czy Szczepan Twardoch, to emocje zaklęte w bryle samochodu. Tak, ja również chciałabym zostać takim ambasadorem. Tak, ja również czekam na podobną propozycję chociaż zdaję sobie sprawę, że takich zaszczytów dostępują jedynie znani i lubiani. Bardzo ładnie ujął to O.S.T.R w słowach swojej piosenki: „Nie po to robię, by mnie wielbiły tłumy, znam setki innych powodów do dumy, kształcę umysł, dla mnie hip hop to szczerość i czysty przekaz. Najmniej groźny jest ten, co najgłośniej szczeka”.

Tekst i zdjecia: Anna Nazarowicz