To był dzień, jakich wiele. Pojechałam odebrać do testu kolejny samochód. Emocje były jednak  równie duże, co w dniu, kiedy robiłam to po raz pierwszy. Bo motoryzacja to używka, która silnie uzależnia i ze swoich sideł łatwo nie wypuszcza. Mój kolega powiedział wtedy: „nie sztuką jest napisać tekst o nowym samochodzie.  Za to  znacznie trudniej jest znaleźć zalety egzemplarza, który ma już kilka lat na karku i przejechane ponad 100 km”. Postanowiłam zmierzyć się z tym wyzwaniem.

P1110694

Mój wybór padł na pierwszą generację Mercedesa ML. Aby Was zbytnio nie zanudzać historią dzisiejszego bohatera, liczbę faktów postaram się ograniczyć do minimum. Warto wspomnieć o dacie jego narodzin, które przypadają na 1996 rok. Samochód wszedł do produkcji rok później z zamiarem podbicia amerykańskiego rynku. Jak wiadomo nie od dziś, naród zza wielkiej wody lubuje się w dużych rozmiarach. Dlatego w sklepach mleko jest dostępne w 5-litrowych kanistrach zamiast butelek. Nie inaczej jest w restauracjach; zamówiona szklanka coli objętościowo będzie przypominać wazon na kwiaty. Nie dziwi zatem fakt, że i samochody muszą gabarytowo przypominać Stadion Narodowy. Mercedes ML od początku był produkowany jako potężny, 5-osobowy SUV ale dla tych najbardziej wymagających była również dostępna wersja z siedmioma fotelami. Nam przypadła do testu ta mniejsza wersja.

P1110654

Wnętrze – komnata stylu

W sieci można trafić na informacje, że użytkownicy pierwszej generacji skarżą się na materiały słabej jakości. Znane są również przypadki, że niektóre elementy potrafią pozostawać w dłoni, a nie na swoim miejscu. Tymczasem ja spędzam kolejny dzień w jego wnętrzu i śmiem twierdzić, że to bajki z mchu i paproci. Co więcej, zagorzali fani tej marki głoszą wszem i wobec, że obecny poziom wykończenia nie stoi już na tak wysokim poziomie jak niegdyś. Ja na jakość wykonania współczesnych Mercedesów złego słowa nie powiem ale też jednocześnie wstawię się tutaj za testowanym egzemplarzem. Zresztą warto pamiętać, że to właśnie pierwsza generacja posłużyła do skonstruowania Papamobile. Czy przedstawiciele Watykanu, którzy na swoich szyjach noszą połowę światowych zasobów złota, wybraliby słaby produkt?

P1110670

Jazda – z godnością

Na spotkaniu  ze swoimi czytelnikami Martyna Wojciechowska powiedziała: „nieważne ile mamy lat, ważne na ile się czujemy”.  Nasz egzemplarz pochodzi z 2003 roku,  czyli schyłku produkcji  pierwszej generacji  (która dokładnie zakończyła się w 2005 roku). Samochód zatem nie jest najmłodszy, ale nadal prowadzi się wzorowo. Z pewnością nie bez znaczenia pozostaje sposób użytkowania, oraz kraj pochodzenia. Warto wystrzegać się egzemplarzy które przybyły ze Stanów Zjednoczonych – potrafią być wyeksploatowane niczym koń po westernie. „Sercem” bijącym pod maską naszego ML-a jest wysokoprężny silnik diesla 270 CDI o mocy 163 KM oraz momencie 370 Nm. Jak wiadomo, z biegiem lat kilka koni potrafi uciec. Zapewne nasz przypadek nie jest wyjątkiem, aby jednak to stwierdzić, konieczna byłaby wizyta na hamowni. Nie zmienia to jednak faktu, że najsłabszy diesel w ofercie doskonale daje sobie radę z rozpędzeniem tego  King Konga którego masa wynosi ponad dwie tony. Czy to przekłada się na zużycie paliwa? Biorąc pod uwagę fakt, ze samochód został wyposażony w napęd na obie osie, odpowiedź brzmi: TAK. Jednak przy delikatnym traktowaniu gazu nasz osiłek zadowoli się zużyciem na poziomie 8-9 litrów na każde 100 km w mieście. Sporym ułatwieniem jest automatyczna, 5-biegowa skrzynia. Niezbyt szybka i podobno awaryjna z powodu zbyt wysokiego momentu obrotowego. Ale właściciel  naszego Mercedesa nie deklarował jakichkolwiek humorów z jej strony, mimo, że przebieg samochodu to uczciwe 168 tysięcy kilometrów. Nie ma jednak róży bez kolców i Mercedes ML posiada pewne wady. Jedną z nich jest skłonność do korozji. Właściciele pierwszej generacji skarżą się m.in. na jej pierwsze oznaki w okolicach zamka tylnej klapy, i w naszym przypadku nie było inaczej. Na tym nie koniec. Mimo znacznego wieku W163, części do niego cenami nie ustępują tym do  najnowszych modeli. Możemy się zatem pokusić o zakup jednego z największych Mercedesów w ofercie (ceny zaczynają się od 20 tysięcy złotych) jednocześnie zdając sobie sprawę, że jego wszelkie kaprysy i kontuzje solidnie targną naszym portfelem.  Ale przecież samochody spod znaku gwiazdy zawsze były oznaką wyższych sfer . A kiedy „król się bawi to złotem płaci”.

 

Do zdjęć ubrała nas marka

Alysi

P1110685

P1110702

P1110704

P1110669

Tekst i zdjęcia: Anna Nazarowicz