Teoretycznie, jak wszystkie pickupy, miał być przedstawicielem klasy robotniczej. Zresztą budowa jego „ciała” nie pozostawia złudzeń; to kawał chłopa stworzonego do ciężkiej pracy. Tyle w teorii. Bo w praktyce okazuje się, że znacznie lepiej niż w polu, Volkswagen Amarok radzi sobie na salonach. I słoma z butów nie wychodzi mu ani przez moment.