Na zewnątrz jest niczym Bruce Wayne. Jednak wystarczy ruszyć z miejsca aby poczuć obecność Batmana. Obcowanie z nim to podróż, która odmienia raz na zawsze. O tym, jak daleko można się posunąć w budowaniu samochodu opowiedział mi Range Rover Velar.

Jeżeli wierzyć medialnym doniesieniom to Range Rover Velar był bardziej wyczekiwaną premierą tego roku, niż powrót na scenę zespołu Guns’n’Roses. W dniu, w którym jechałam go odebrać, śpiew aniołów rozlegał się w mojej głowie. Chciałam dać się zaskoczyć najnowszej technologii a nie jedynie paść ofiarą dobrego marketingu.

Stając z nim twarzą w twarz dotarło do mnie, że projektanci samochodów wciąż nie powiedzieli ostatniego słowa bo już samym wyglądem Velar owinął mnie sobie wokół niemałego koła. Oczywiście nie bez znaczenia pozostawał fakt, że testowany egzemplarz to sam wierzchołek cennika czyli najbogatsza wersja First Edition.

Po zajęciu miejsca za kierownicą strach mnie obleciał. Obecność dwóch, dziesięciocalowych wyświetlaczy zwiastowała dużą ilość skomplikowanych funkcji. Człowiek wydający mi kluczyki zapewniał, że Velar w obsłudze jest równie intuicyjny, co konsola Nintendo. Ale ulga nie nadeszła. Pozostawiona sama sobie uruchomiłam silnik. Maszyna budziła się do życia czego najlepszym dowodem były kolejne, podświetlające się elementy konsoli oraz wynurzające się na powierzchnię, niczym peryskop, pokrętło automatycznej skrzyni biegów. Już po chwili przekonałam się, że strach czasami ma zdecydowanie zbyt duże oczy bowiem obsługa tego centrum dowodzenia wcale jednak nie sprawiała większych problemów.

Range Rover, Range Rover Velar test, test pl, testy samochodów, kobiecy test samochodu, kobiecy blog motoryzacyjny, kobiecy portal motoryzacyjny, kobiety testują samochody, kobiecy suv, samochód dla kobiety

Tak jak już wspominałam: testowany egzemplarz to wersja z najwyższej półki czyli First Edition. Jedyne, czego tu zatem brakowało, to diamentowych klamek bo tak poza tym do budowy kabiny pasażerskiej wykorzystano jedynie najlepsze materiały. Są one jednak niczym w porównaniu z wyglądem menu komputera pokładowego. Wielbiciele urządzeń z jabłuszkiem z pewnością rzucą na mnie w tym momencie klątwę ale Steve Jobs  od marki Range Rover mógłby się wiele nauczyć. Całość po prostu rzuca na kolana. O systemach i opcjach dostępnych w tym samochodzie mogłabym napisać trylogię ale podobno w Polsce czytanie książek nie jest zbytnio na topie zatem ograniczę się jedynie do samej esencji moich spostrzeżeń. Jak wiadomo Range Rover ma dość silne, terenowe korzenie. Dlatego też nie zdziwiła mnie obecność czujnika brodzenia który wskazuje poziom bezpiecznego zanurzenia. Tak, tą willę na czterech kołach można wpakować do wody aż po same lusterka. Patrząc jednak na 22 –calowe koła oraz cenę przekraczającą 522 tysiące złotych śmiem wątpić, aby ktoś wpadł na taki pomysł. To może wypad na tor? Pod tym kątem Velar również jest przygotowany a najlepszym tego dowodem jest pomiar czasu okrążeń oraz przeciążeń na zakrętach. Wszystkim, którzy właśnie szyderczo się uśmiechają przypominam, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. A w tym przypadku będzie to Range Rover Velar. Zwłaszcza po przełączeniu się na jeden z trzech trybów jazdy: Sport. Na temat Eco i Comfort nie będę się rozwodzić bo w skrócie czynią one z Velara gentelmana o wręcz nienagannych manierach.  Lecz w trybie Sport ten samochód zrzuca z siebie garnitur pod którym kryje się pancerz superbohatera. Do akcji z przytupem wkracza wysokoprężny silnik o pojemności 3 litrów oraz mocy 300 KM. Ale czymże byłyby te parametry bez maksymalnego momentu obrotowego? Ten, w przypadku Velara, to zawrotne 700 Nm. W praktyce oznacza to, że po wdepnięciu gazu w podłogę przód samochodu wyraźnie się podnosi aby po odzyskaniu kontaktu z asfaltem nieco go zrolować. Potężny, rodzinny SUV? Nie, to raczej nie on. Musicie poszukać gdzie indziej. Oklaski należą się również za wyciszenie kabiny pasażerskiej w której dopiero przy prędkości ponad 200 km/h dało się usłyszeć szum rozdzieranego powietrza. To fantastyczny samochód chociaż słysząc cenę ponad 522 tysięcy złotych można poczuć, jak krew odpływa z mózgu. Na szczęście First Edition to nie jedyna wersja wyposażenia dostępna w ofercie producenta. Kto zatem pójdzie na kompromis, ten może się spotkać z kwotą znacznie bliżej ziemi. Po trzech dniach spędzonych za jego kierownicą nie miałam złudzeń: to najlepszy samochód, jakim miałam okazję w życiu pojeździć.
Range Rover, Range Rover Velar test, test pl, testy samochodów, kobiecy test samochodu, kobiecy blog motoryzacyjny, kobiecy portal motoryzacyjny, kobiety testują samochody, kobiecy suv, samochód dla kobiety

Tekst i zdjęcia: Anna Nazarowicz

Range Rover, Range Rover Velar test, test pl, testy samochodów, kobiecy test samochodu, kobiecy blog motoryzacyjny, kobiecy portal motoryzacyjny, kobiety testują samochody, kobiecy suv, samochód dla kobiety

Range Rover, Range Rover Velar test, test pl, testy samochodów, kobiecy test samochodu, kobiecy blog motoryzacyjny, kobiecy portal motoryzacyjny, kobiety testują samochody, kobiecy suv, samochód dla kobiety

Range Rover, Range Rover Velar test, test pl, testy samochodów, kobiecy test samochodu, kobiecy blog motoryzacyjny, kobiecy portal motoryzacyjny, kobiety testują samochody, kobiecy suv, samochód dla kobiety