Zdecydowanie łatwiej jest wymienić, co posiada niż czego mu brakuje. Posiada bowiem fotel, koła, kierownicę, elektryczne serce i coś na kształt nadwozia. Reszty brak. Owszem, jest lista samochodów, którymi przejażdżka zapada w pamięci na lata. Nigdy jednak nie sądziłam, że tuż obok nich stanie właśnie on.  Nie posiada klamek, okna są na suwak a zatłoczona Warszawa wcale go nie rusza. Jak wygląda życie z Renault Twizy?

Podobno ludziom od dobrobytu w głowach się przewraca. A przynajmniej w taki sposób, co niektórzy, mogli podsumować mój wybór tego samochodu.  Bo z pięknych, szybkich a czasem również luksusowych, samochodów postanowiłam wskoczyć w coś, co nie jest ani szybkie, ani luksusowe. A z piękna ma jedynie kolor. Ten samochód to jednak coś w rodzaju wakacji na Malediwach. Wprawdzie na co dzień ciężko się nam uwolnić od zdobyczy cywilizacji, ale raz do roku chcemy przespać się w słomianej chatce, wypić drinka z kokosa i wyleżeć się na złotym piasku a nie na skórzanym fotelu. Z tym samochodem, powiedzmy, jest podobnie.

Kiedy spojrzałam w te jego okrągłe oczy, przez zmyśl przebiegły mi słowa piosenki Ani Dąbrowskiej: „nie odtrącaj mnie, może ja właśnie mam wszystko, czego chcesz”. Ale im dłużej pan z salonu Renault wprowadzał mnie w tajniki obsługi, tym bardziej zaczynałam wątpić w te słowa. Renault Twizy miał jednak okrągłe siedem dni, aby rzucić na mnie swój urok. Zacznijmy od tego, że wyznawcy teorii „mniej znaczy więcej”, w przypadku Renault Twizy, nie będą rozczarowani. Jego wnętrze stanowi bowiem istną świątynię minimalizmu. Oprócz kierownicy mamy zatem do dyspozycji dwie manetki służące do obsługi kierunkowskazów, wycieraczek oraz włączania świateł. I na tym koniec przedstawienia. Brak radia nie zrobił na mnie większego wrażenia, ale brak nawiewu już owszem. Po ruszeniu z miejsca nie stanowiło to jednak większego problemu, a to za sprawą otworów w nadwoziu obecnych tu i ówdzie.

Renault Twizy, samochody elektryczne, test, elektryczny samochód, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy blog, blog dla kobiet, blog o samochodach, kobiecy test samochodu, kobiety w motoryzacji, Anna Nazarowicz

Wbrew pozorom to samochód dwuosobowy. Z tym, że o ile kierowca zajmuje dość wygodną pozycję za kierownicą, o tyle pasażer powinien mieć jogę w jednym palcu. Po przekręceniu kluczyka, jak to w przypadku samochodów elektrycznych bywa, będzie się rozlegać cisza niczym w bibliotece. Ale jedynie na początku, ponieważ razem z prędkością będzie rósł również hałas w kabinie pasażerskiej. To oczywiście efekt braku jej wyciszenia, co z kolei ma znaczny wpływ na redukcję masy tego samochodu. A skoro już o masie mowa, to warto podkreślić, że Renault Twizy to jedynie 473 kg. Co niektórzy z pewnością znacznie więcej wyciskają na siłowni. Taki wynik był możliwy do osiągnięcia za sprawą braku wszelkich udogodnień. Szkło również popadło tu w niełaskę, dlatego też tylnej szyby brak a boczne zastąpiła dosyć gruba folia z możliwością jej szybkiego demontażu.

Za Renault Twizy stoją jednak spore zalety. Do tych z pewnością należy zaliczyć fakt, że silnik elektryczny, w przeciwieństwie do spalinowego czy też silnika typu diesel, nie potrzebuje tak kosztownego i zaawansowanego serwisu. Do tego prąd nadal pozostaje tańszy od paliwa. A przynajmniej ta ilość niezbędna do pełnego naładowania baterii. Maksymalny zasięg Renault Twizy wynosi 60 km, ale trzeba mieć na uwadze, że ten wynik w dużej mierze zależy od stylu jazdy kierowcy.

Serce rośnie jeszcze mocniej podczas wypadu na miasto. Nawet Warszawa w godzinach szczytu nie jest wystarczająco przytkana, aby Renault Twizy nie było w stanie znaleźć dla siebie miejsca. A to pozwala zaoszczędzić do kilku lat życia. Reakcja otoczenia? Niczym z reklamy Mastercard – bezcenna. Bo za kierownicą Renault Twizy zawsze pozostajesz na fali. Trzeba się zatem przygotować na wysyp uśmiechów, kciuków i zdjęć zarówno ze strony przechodniów jak również innych uczestników ruchu na drodze. Tyle pozytywnych emocji nie wzbudza bowiem nawet Myszka Miki z Donaldem w duecie.

Jego ceny w Polsce startują od 33 900 zł. We Francji do jego prowadzenia nie jest wymagane prawo jazdy. W Polsce to nadal równie egzotyczny widok, co misie Panda w puszczy Białowieskiej. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że nasz klimat stanowi mieszankę Syberii z południem Włoch. I dopóki zamiast brzozy, nie wyrosną bananowce, w Polsce ten środek transportu nigdy rynku nie podbije. Ale pojedyncze serca z pewnością. A my jesteśmy tego najlepszym przykładem.

Renault Twizy, samochody elektryczne, test, elektryczny samochód, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy blog, blog dla kobiet, blog o samochodach, kobiecy test samochodu, kobiety w motoryzacji, Anna Nazarowicz

Tekst: Anna Nazarowicz

Renault Twizy, samochody elektryczne, test, elektryczny samochód, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy blog, blog dla kobiet, blog o samochodach, kobiecy test samochodu, kobiety w motoryzacji, Anna Nazarowicz

Renault Twizy, samochody elektryczne, test, elektryczny samochód, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy blog, blog dla kobiet, blog o samochodach, kobiecy test samochodu, kobiety w motoryzacji, Anna Nazarowicz

Renault Twizy, samochody elektryczne, test, elektryczny samochód, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy blog, blog dla kobiet, blog o samochodach, kobiecy test samochodu, kobiety w motoryzacji, Anna Nazarowicz

Renault Twizy, samochody elektryczne, test, elektryczny samochód, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy blog, blog dla kobiet, blog o samochodach, kobiecy test samochodu, kobiety w motoryzacji, Anna Nazarowicz

Renault Twizy, samochody elektryczne, test, elektryczny samochód, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy blog, blog dla kobiet, blog o samochodach, kobiecy test samochodu, kobiety w motoryzacji, Anna Nazarowicz

Renault Twizy, samochody elektryczne, test, elektryczny samochód, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy blog, blog dla kobiet, blog o samochodach, kobiecy test samochodu, kobiety w motoryzacji, Anna Nazarowicz