Podobno biegał lekko, tak jakby od niechcenia. A mimo to miażdżył swoich rywali. Dziś dla świata koni jest niczym Madonna dla popkultury, a 85% tych ścigających się na torze ma w swoich żyłach właśnie jego krew. Eclipse, bo tak brzmi jego imię, powraca. Tylko że z koniem ma już niewiele wspólnego.

Mało kto, będąc u szczytu sławy, decyduje się na zakończenie kariery. Owszem, czasami skandal ma taką siłę rażenia, że liczne sukcesy tracą moc i Lance Armstrong czy Tiger Woods są tego najlepszym przykładem. W przypadku konia było zupełnie inaczej. Spektakularne zwycięstwa spłoszyły konkurencję. Do tego stopnia, że nikt nie chciał wystawiać swoich podopiecznych w gonitwach obok Eclipse, bowiem wynik pojedynku był z góry przesądzony.

Za sprawą japońskiego producenta jego imię po latach rozbłysło ponownie. Mitsubishi Eclipse było sportowym, czteromiejscowym coupe, które drapieżną linią nadwozia skutecznie przyprawiało o szybsze bicie serca. Samochód był jednak produkowany tylko na rynki o ruchu lewostronnym oraz Stany Zjednoczone, Kanadę i Tajwan. W Polsce musieliśmy się zatem obejść smakiem lub podjąć próbę jego ściągnięcia.

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz

Dziś legenda powraca chociaż ani ze sportowym coupe, ani tym bardziej z koniem, nie ma nic wspólnego. Z której strony bowiem nie spojrzeć, mamy do czynienia z niemałym i pojemnym SUV-em. Moją uwagę natychmiast zwrócił kolor lakieru. Tak, wiem, to takie typowe dla kobiet. Ale w świecie samochodów widziałam różne próby stworzenia czerwieni, w większości przypadków mało udane. A Mitsubishi znajduje się w bardzo wąskim gronie, któremu czerwień wyszła po prostu koncertowo. Samochód stanowi miły widok dla oka chociaż nieco ścięty tył wzbudza skrajne emocje.

Wewnątrz jest po japońsku. Czyli bez szału i na czarno. Samochód jest bardzo intuicyjny w obsłudze a wszelkie funkcje znajdują się pod ręką. Dzięki temu ich odnalezienie nie przypomina poszukiwań Bursztynowej Komnaty. Przyznaję, że za kierownicą samochodu z japońskim rodowodem spędziłam kilka lat. Nie trzeba mnie zatem przekonywać, że zalety samochodów z kraju kwitnącej wiśni tkwią zupełnie gdzie indziej. A konkretnie pod maską.

„Japończyki” podbiły świat niezawodnymi silnikami i swoją nieśmiertelnością. Mówiono, że „buda” może się rozsypać, ale reszta? Nigdy. W przypadku Mitsubishi Eclipse Cross pod maską został ukryty benzynowy, turbodoładowany silnik o pojemności 1,5 o mocy 163 KM oraz 250 Nm momentu obrotowego. I muszę przyznać, że w poruszaniu się po miejskiej dżungli te wyniki w zupełności wystarczają. Poza miastem samochód również poradzi sobie znakomicie chociaż na większą uwagę zasługuje idealna cisza podczas jazdy niczym na mistrzostwach snookera. Wrażenia umila obecność automatu. Jestem już na tym etapie, że jaki ten automat by nie był, to zdecydowanie wolę go od mielenia tym drążkiem niczym robot kuchenny. A ten w Mitsubishi Eclipse Cross sprawuje się bardzo dobrze, mimo że to skrzynia bezstopniowa, która zazwyczaj wzbudza równie dużo radości, co czekolada bez cukru.

Sympatię wzbudziło również zawieszenie, które niczym lwica, strzegło mojego komfortu przez okrągły tydzień. Wszelkie nierówności, specjalność każdego miasta, wybierało cicho i niepostrzeżenie. A dzięki temu, że nadwozie jest nieco wyżej zawieszone nad ziemią, zdecydowanie mniej stresu odczuwa się podczas pokonywania kolejnego, „leżącego policjanta” czy też w miejscu, gdzie kończy się asfalt. Kiedy nadeszła chwila, aby oddać kluczyki, wiedziałam, że to nadal jest prawdziwy samuraj, który przyszedł na świat, aby w końcu wypełnić lukę w ofercie producenta. Przestronny, wygodny, z japońskim rodowodem z pewnością skutecznie dogoni konkurencję. W końcu imię legendy zobowiązuje.

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz

Tekst i zdjęcia: Anna Nazarowicz

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz

Mitsubishi Eclipse Cross, test, kobieta za kierownicą, baba za kierownicą, blondynka za kierownicą, kobiecy samochód, samochód dla kobiety, kobiecy test samochodu, kobiety i samochody, blog dla kobiet, kobiety i motoryzacja, kobiety w motoryzacji, siostry, Anna Nazarowicz