Gdzie przebiega cienka granica pomiędzy kolejną nowością na rynku motoryzacyjnym, a czystym objawieniem? Kiedy samochód przestaje być jedynie środkiem transportu a zaczyna być sztuką użytkową? W którym momencie jazda przestaje być tylko przyjemnością a zaczyna być przeżyciem? Jest tylko jedna odpowiedź na te wszystkie pytania – Infiniti Q50 S

Edna Woolman Chase, redaktor naczelna magazynu Vouge mawiała, że „Modę można kupić. Styl trzeba mieć”. Wypowiadając te słowa, z pewnością nie miała na myśli świata motoryzacji. Z pewnością jednak te słowa, jak żadne inne, oddają to, co w motoryzacji najcenniejsze. Infiniti podążając za modą wyposażyło model Q50 S w napęd hybrydowy, a ten, jak wiadomo, od jakiegoś czasu jest prawdziwym krzykiem mody. Jednak to styl tego samochodu jest niezaprzeczalnie jego wygraną. Infiniti Q50 S zawalczy o klientów z poważnym przeciwnikiem – niemiecką konkurencją. A ta jest jak bracia Kliczko – od kilku lat twardo na szczycie. Jakiej tajnej broni użyje zatem japońska marka?

Wnętrze – Apollo 13

Zacznę od tego, co w środku. Fotele w Infiniti Q50 S są prawdziwym kosmosem i mogę użyć tego sformułowania z czystym sumieniem. Ich kształt oraz budowa to efekt współpracy z NASA, zatem mimo braku regulacji w 48 kierunkach trzymają ciało oraz zapewniają komfort równie skutecznie, co luksusowa konkurencja. Z tyłu pasażerowie będą podróżować równie wygodnie, ale bez nadmiaru miejsca. Swoistą rekompensatą jest wybitne nagłośnienie, które wnętrze samochodu przekształci w salę koncertową. Całość utrzymana w gustownym klimacie który zdecydowanie przypada do gustu. Obecność dwóch wyświetlaczy na początku może co niektórych straszyć, ale po kilku dniach spędzonych we wnętrzu Infiniti Q50 S wszystkiego można się nauczyć. Minus za fakt, że owe wyświetlacze, mimo że dotykowe, nie zawsze reagują na kontakt z palcem.

Jazda – kwiat Lotosu na tafli wody

Powoli ruszam z miejsca. Jestem czujna jak ninja czekając na jakikolwiek błąd z jego strony. Już po kilku przejechanych metrach wiem jedno: to nie jest zwykła hybryda. Infiniti Q50 S został wyposażony w automatyczną i całkiem bystrą w działaniu skrzynię biegów, zaś zastosowanie silnika elektrycznego oferuje coś znacznie więcej, niż tylko oszczędność paliwa: jest prawdziwym zastrzykiem sterydów dla silnika benzynowego. Wprawdzie pod maską został ukryty dość mocny zawodnik w postaci 3,5-litrowej, benzynowej jednostki V6 o mocy 306 KM, ale doładowanie dodatkową mocą 68 KM sprawia, że mam do czynienia z prawdziwym championem generującym moc 364 KM. Całość w połączeniu z napędem na obie osie i potężnym momentem obrotowym (546 Nm) sprawia, że to hybryda która skutecznie wzbudza respekt.

Samochód błyskawicznie reaguje na każde naciśnięcie gazu, mimo że swoją masą przyprawia o zawrót głowy (1901 kg). Nigdy nie siedziałam za sterami odrzutowca, ale zajmując miejsce w Infiniti Q50 S można otrzymać namiastkę tych wrażeń. To bowiem pierwszy samochód bez mechanicznego połączenia kierownicy z kołami. Sceptykom i złośliwym krytykom mówię stanowczo: TAK! To działa! Układ kierowniczy chodzi, jak dobrze wytresowany pies na smyczy – reaguje na każdy, nawet najmniejszy ruch. Co więcej, nie daje mi odczuć żadnych drgań przenoszonych przez koła. System Direct Adaptive Steering zadba o to, aby radości stało się zadość dając do wyboru trzy rodzaje natężenia pracy układu kierowniczego i szybkości reakcji. Najbardziej czuły dostarcza niekończącej się frajdy na licznych i ciasnych zakrętach. Bardziej leniwy tryb zadba o nasze bezpieczeństwo podczas większych prędkości na trasie, nie reagując na drobne ruchy kierownicą.

Infiniti, Infiniti Q50 S, Infiniti samochody hybrydowe, hybryda, japońskie samochody hybrydowe, japońska hybryda, sportowa hybryda, sportowe samochody hybrydowe, Anna Nazarowicz, kobiecy blog, blog dla kobiet

Napęd na cztery koła trzyma tego wariata na zakrętach równie mocno, co klej Budapren. Wprawdzie można próbować „siłować się” z nim w celu zerwania przyczepności, ale z góry uprzedzam: samochód łatwo się nie podda. Nawet jeżeli kierowca odniesie chwilowy „sukces” nad elektroniką, ESP szybko włączy się do gry i ustawi pojazd na właściwym torze jazdy. Pozostaje jedynie oddać się rozkoszy płynącej z pokonywania kolejnych zakrętów.

Podczas zabawy warto mieć gdzieś z tyłu głowy, że ten samochód to ciężka kategoria. Wyhamowanie niecałych dwóch ton przypomina zatrzymywanie rozpędzonej kuli armatniej i mimo, że do dyspozycji kierowcy są bardzo mocne hamulce, droga hamowania w skrajnym przypadku może wynieść tyle, co z Warszawy do Krakowa. Kiedy zatem wraz z odpinaniem wszelkich zapasów mocy nie odepniemy również zdrowego rozsądku, ten samochód naprawdę może narozrabiać w naszym sercu i głowie.

Doskonałe osiągi i styl prowadzenia skutecznie wdeptują w ziemię wszelkie stereotypy związane z hybrydą – jest, ale jakby jej nie było. I tylko graniczące z cudem zużycie paliwa w stosunku do radości z jazdy od czasu do czasu przypominają, że gdzieś pod spodem znajduje się niekonwencjonalny układ napędowy. To świetny samochód ale na naszym rynku będzie miał dosyć trudne zadanie bo niemiecka konkurencja jest silnym przeciwnikiem.

Infiniti, Infiniti Q50 S, Infiniti samochody hybrydowe, hybryda, japońskie samochody hybrydowe, japońska hybryda, sportowa hybryda, sportowe samochody hybrydowe, Anna Nazarowicz, kobiecy blog, blog dla kobiet

Tekst i zdjęcia: Anna Nazarowicz

Infiniti, Infiniti Q50 S, Infiniti samochody hybrydowe, hybryda, japońskie samochody hybrydowe, japońska hybryda, sportowa hybryda, sportowe samochody hybrydowe, Anna Nazarowicz, kobiecy blog, blog dla kobiet

Infiniti, Infiniti Q50 S, Infiniti samochody hybrydowe, hybryda, japońskie samochody hybrydowe, japońska hybryda, sportowa hybryda, sportowe samochody hybrydowe, Anna Nazarowicz, kobiecy blog, blog dla kobiet

Anna Nazarowicz

Podziękowania dla

Palladium Polska

Helly Hansen