Jest tak duży, że niemal każda ulica, którą nim odwiedzisz, robi się jednokierunkowa. Jest tak dostojny, że otoczenie wokół niego zamiera. Prowadząc go rozumiesz, że dyskrecja nie istnieje, a parkując zaczynasz wierzyć w cuda. Teoretycznie Rolls-Royce Cullinan to samochód – ma silnik, fotele, nadwozie i koła. Ale w praktyce zaklinasz rzeczywistość. Miałam okazję się o tym przekonać.