Co niektórzy mawiają, że litrowy to może być karton mleka, a nie silnik w samochodzie. Jednostki o takiej pojemności nie są już bowiem rzadkością. I mimo, że wolnossące motory schodzą do podziemia, to nadal nie brakuje użytkowników, którzy na downsizing nie chcą się godzić. Na szczęście są producenci, którzy uważnie słuchają tego typu próśb. Jedną z takich wysłuchanych jest Mitsubishi ASX. Rodzice kolegi już po raz drugi zdecydowali się na jego zakup. Dlaczego?

Kiedy mowa o produktach z Japonii, staje mi przed oczami nasze pierwsze, domowe audio. Wybór był prosty: Panasonic. Już wtedy japońska technologia była niczym radzieckie czołgi: gniotsa nie łamiotsa. Dziś ta wieża jest niewiele młodsza ode mnie. Wprawdzie płyt już nie czyta, a kaset nikt z nas nie ma, ale radio nadal gra. Na przestrzeni lat w naszym domu znalazło się jeszcze kilka innych owoców japońskiej myśli technologicznej, ale żaden nigdy nas nie zawiódł.

Z samochodami bywało podobnie. Wprawdzie kabina pasażerska zazwyczaj biła smutkiem po oczach, a wrażenia z jazdy nie chwytały nawet za kostki, o sercu nie wspominając, ale „japończyki” dawały ogromny kredyt zaufania bezawaryjnie służąc przez długie lata.  I dziś, kiedy silniki niemal kurczą się w oczach, u Japończyków pod maską, m.in. w nowym Mitsubishi ASX, nadal wolnossąca, dwulitrowa benzyna.

Pominę udany wygląd zewnętrzny tego auta. To, o czym warto wspomnieć, to że prześwit wynosi tutaj 19 cm. Dla jednych dużo, dla innych wciąż za mało. Ale jak przyjdzie komuś z Was podjechać pod nieco wyższy krawężnik, to z pewnością takie 19 cm doceni. Bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę, że jego znacznie większy brat, Mitsubishi L200 (który jest niczym James Bond – do zadań specjalnych) może się pochwalić prześwitem 20,5 cm. I podobnie jak on, nowy Mitsubishi ASX jest oferowany z napędem na wszystkie cztery koła, chociaż testowany egzemplarz mógł się pochwalić jedynie napędem na przód.

Nie ma róży bez kolców

W kabinie pasażerskiej czas jakby się zatrzymał: ciemno, buro i ponuro chociaż plastiki są miękkie zatem na plus. Z nowości: pojawił się 8-calowy (a więc nie za duży, nie za mały) ekran dotykowy. System jest nie tylko bardzo prosty w obsłudze (co u Japończyków wcale nie jest regułą, patrz: Lexus) ale również pozwala obsługiwać nawigację za pomocą komend głosowych oraz odczytywać SMS-y. Ponarzekam trochę na bluetooth, a konkretnie na czas łączenia się komputera z telefonem. Wprawdzie Volvo to bardzo odległy segment, ale tam parowanie auta z telefonem zajmowało milisekundy. Szkoda, że w przypadku Mitsubishi tak prosty zabieg trwa nieco dłużej. Zapału do pracy zabrakło również  podczas projektowania oświetlenia. Przyciski na drzwiach (blokowanie drzwi, opuszczanie szyb, ustawianie lusterek) niestety nie są podświetlane. O ile za dnia to nie jest problem, to nocą do rangi problemu urasta. Mała rzecz, mogła cieszyć. A nie cieszy. Szkoda.

Za to go lubię

Obok zmiany samej szaty samochód przeszedł przede wszystkim przeszczep serca: zamiast silnika 1.6 o mocy 115 KM, teraz pod maską znajdziemy wolnossący, benzynowy silnik o pojemności dwóch litrów, generujący moc 150 KM oraz 195 Nm maksymalnego momentu obrotowego. To ten sam, który jest obecny również w Mitsubishi Outlander. Brak turbosprężarki to zarówno cienie, jak i blaski. Do tych pierwszych z pewnością należy zaliczyć charakterystykę pracy, do tych drugich mniej kosztownych awarii. Wybór należy do Ciebie. Jak dla mnie to parametry, które w przypadku tego samochodu naprawdę dają radę. Za kierownicą smutku nie będzie.

Producent poprawił również pracę automatycznej skrzyni biegów. A było co poprawiać. W Mitsubishi obecna jest bowiem bezstopniowa CVT. Czego można się spodziewać po takiej skrzyni wie każdy, kto chociaż raz śmignął Toyotą. Wrażenia jak podczas jazdy tramwajem zatem nie dziwi mnie duża ilość zagorzałych przeciwników tego rozwiązania. Ale w końcu proście, a będziecie wysłuchani. Dlatego też producent zadbał o to, aby od teraz skrzynia pracowała jak klasyczny automat. Wrażenie zmiany poszczególnych biegów to oczywiście komputerowe oszukaństwo, ale dzięki niemu jest po prostu lepiej.

Zawieszenie zostało nieco usztywnione, co daje się odczuć na wszelkich nierównościach i zakrętach. Na tych ostatnich Mitsubishi ASX trzyma się pewniej zatem kolejna zmiana na plus. Bardzo duży plus za bagażnik, a konkretnie haczyki oraz 2 całkiem spore dołki po bokach, będące miejsce na butelkę, pieczywo czy też inny przedmiot, który za sprawą tego rozwiązania nie będzie podczas jazdy wędrował po całym bagażniku. Ceny tego samochodu startują od 74 490 zł. Na starcie otrzymujemy dwulitrowy silnik o mocy 150 KM, czujniki deszczu, podgrzewane lusterka i kilka innych dodatków. Ale to przede wszystkim solidny, japoński produkt godny zaufania. A święty spokój nie ma ceny.