…mawiał amerykański pisarz Mark Twain. Bo odwagi, w przypadku tego samochodu, trzeba mieć naprawdę sporo. Mroczny jeździec apokalipsy z Woking rozpędza się do pierwszej setki jedynie w 2,8 sekundy. Jak zbudować samochód, który igra z fizyką? Ile egzemplarzy przyjdzie na świat? Odpowiedzi szukałam podczas oficjalnej, polskiej premiery, która odbyła się w bardzo ciekawej lokalizacji.

Nie jest już tajemnicą, że im bliżej marka stanie obok klienta, tym większa jest szansa na podjęcie z nim dialogu. Idąc tym tropem rodzina Auto Fus Group zdecydowała się  zaprezentować markę McLaren w kolejnej, nowej lokalizacji. A ta, muszę przyznać, nie byle jaka bowiem w samiutkim sercu Warszawy. Tym sposobem powstał McLaren Pop-up Concept na ulicy Krakowskie Przedmieście 13.

Okazja do spotkania zacna, zatem i samochód musiał być z najwyższej półki. Trudno było o bardziej spektakularne auto, niż McLaren 765 LT będący lżejszym i mocniejszym bratem 720S.

Na pierwszy rzut oka to kolejne, cudowne dziecko angielskiej marki. Możesz nie mieć bladego pojęcia o samochodach, a  mimo to zauważysz, że aerodynamika gra tutaj wręcz oscarową rolę. Priorytet w przypadku tych samochodów, nie ulega zmianie: jak najniższa masa własna, jak najlepsze osiągi. Nie dziwi zatem fakt, że McLaren 765 LT w dużej mierze jest wykonany ze stopów lekkich oraz włókna węglowego. Kute felgi zostały wykonane zatem z tytanu, podobnie jak (odchudzony o 40%) układ wydechowy. Znajdziemy tutaj również zestaw węglowo-ceramicznych hamulców zapożyczonych z modelu Senna.

W kabinie pasażerskiej odchudzania ciąg dalszy. Fotele zyskały nowy, karbonowy szkielet (to stwierdzenie pasuje tutaj jak ulał) a producent zrezygnował ze wszystkich, zbędnych dodatków. Taki zabieg, w połączeniu z eliminacją niektórych elementów wygłuszających, dał oszczędność w postaci 18 kg. Do dyspozycji kierowcy pozostało zatem absolutne minimum. Lecz mimo to nikt nie będzie narzekał.

A teraz do sedna. McLaren 765 LT skrywa pod maską 4-litrowy silnik V8, który zyskał kuty układ korbowo-tłokowy, nową pompę oleju oraz pompę paliwa, a także zmienione oprogramowanie silnika. Owoce tej pracy to moc 765 KM oraz 800 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Silnik do współpracy otrzymał 7-biegową, automatyczną skrzynię. Efekt? 2,8 sekundy do pierwszej setki. Prędkość maksymalna wynosi 330 km/h. Jak to możliwe? Dzięki masie własnej tego auta, która w tym przypadku jest niemal symboliczna – tylko 1229 kg.

McLaren 765 LT, jak nie trudno się domyślić, jest szyty na miarę torowych potrzeb. W tym celu otrzymał sztywniejsze zawieszenie, niższy prześwit i większy rozstaw kół. Zmiany nie ominęły również układu kierowniczego, który ma teraz bardziej bezpośrednie przełożenie.

Powstanie tylko 765 sztuk tego szatana, zatem tylko nieliczni będą mogli się cieszyć jego możliwościami na torze. Każdy egzemplarz będzie opatrzony niedużą tabliczką z konkretnym numerem. Egzemplarz prezentowany na zdjęciu było oznaczony jako 000 a więc była to przedprodukcyjna sztuka. Miałam sporo szczęścia, że mogłam go zobaczyć z tak bliska.

Fot. McLaren Warszawa