Rozwój  internetu mocno przetasował karty. Niegdyś imperia budowano latami. Dziś na grach, startupach i nowatorskich pomysłach coraz młodsze wilki potrafią zbić fortunę. Luksus owszem, nadal ma wysoką cenę. Ale nie ma wieku. Tym sposobem powstała rodzina Rolls-Royce Black Badge dedykowana tym nieco młodszym, aczkolwiek nadal bardzo zamożnym klientom. Jeden z jej członków towarzyszył mi przez 2 dni.

Kluczyk do Rollsa odbierałam po raz drugi. Niezależnie od modelu zawsze jest to wyjątkowa chwila. Ktoś powie „ to tylko samochód”. Bzdura! Każdy Rolls-Royce powstaje bowiem nie tylko z najlepszych materiałów. Powstaje przede wszystkim z marzeń o posiadaniu auta, które jest szyte na miarę własnych oczekiwań. Nie ma takiej bariery, której Rolls-Royce dla swoich klientów nie byłby w stanie przeskoczyć. I właśnie na tym polega magia tych samochodów.

Tym razem Rolls-Royce Warszawa zgotował mi nie lada ucztę, odebrałam bowiem kluczyki do najmocniejszego modelu w historii tej marki. Rolls-Royce Wraith to potężne, dwudrzwiowe, obłędne coupe. Jedna, podstawowa zasadna: Rolls-Royce nie robi małych samochodów. Ten egzemplarz, mimo że posiada tylko jedną parę drzwi, ma ponad 5,2 metra długości. W praktyce oznacza to bardzo długą maskę, wnętrze po którym można biegać i bagażnik o pojemności sporego jacuzzi.

Silnik V12 – tego trzeba spróbować

Pod maską to, czego na próżno szukać we współczesnych samochodach: benzynowy silnik V12 (innych producent nie oferuje) generujący moc 624 KM oraz 900 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Do niedawna Rolls-Royce na pytanie o moc odpowiadał: wystarczająca. Dziś do wiadomości są już podawane konkretne liczby.

Kulturę jego pracy trudno wyrazić słowami. Jednostka jest potężna i dyskretna jak mnich. Jej obecność można ewentualnie poczuć przy bardzo mocnym naciśnięciu gazu, bo tylko wtedy przód samochodu wyczuwalnie podnosi się do góry. A tu nie ma żartów; mimo masy przekraczającej 2,5 tony Rolls-Royce Wraith rozpędza się do pierwszej setki w 4,5 sekundy. Napęd przenoszony jest na tylną oś. Urok tych aut polega jednak na tym, że możesz, ale nie chcesz korzystać z tych pokaźnych zapasów mocy. Radość z toczenia się Rollsem sprawia znacznie większą frajdę. Zgodnie ze wskaźnikiem wykorzystanej mocy ja nie przekroczyłam jej 20%.

Czym konkretnie jest Black Badge

Najprościej rzecz ujmując to wizualne zmiany mające na celu stworzenie bardziej niegrzecznego Rollsa. Do osiągnięcia tego celu posłużył czarny chrom.  Skąpana jest w nim nie tylko figurka Spirit of Ecstasy, ale też inne, wybrane elementy nadwozia. Całości dopełnia pokaźna, 21-calowa felga z domieszką włókna węglowego, którego nie mogło zabraknąć także we wnętrzu samochodu. Za ten mroczny pakiet należy położyć na stół 200 tyś. złotych, ale czymże jest ta „drobna” kwota przy zamawianiu wymarzonego Rolls-Royce’a. Na chwilę obecną można w niego odziać model Ghost (wersja z krótszym rozstawem osi), Dawn, Wraith oraz Cullinan

Życie za taflą szkła

Wnętrze jest wykonane z niebywałym smakiem. Komputer pokładowy jest tym, który można spotkać w bawarskich samochodach, ale nie jest tajemnicą, że Roll-Royce stanowi własność BMW od 2003 roku. Cała reszta to popis kunsztu i klasy. Dywaniki z owczej wełny są tak niebywale grube i gęste, że czuć jak się w nich zapada stopa. Tutaj zwykły odkurzacz już nie wystarczy. Aby oczyścić tak gęstą wełnę, potrzebny jest kompresor powietrza.

Drewno obecne w kabinie pasażerskiej może być dowolnie wybranym nawet z najdalszego zakątka świata. Kolorystyka skóry także pozostaje do indywidualnego ustalenia. Wszelkiego rodzaju zdobienia i hafty – wiadomo, tutaj klienta nic nie ogranicza. Podobnie zresztą jest z każdym innym detalem. Czapki z głów za gwiazdy na podsufitce: dają nie tylko bajeczny efekt, ale również spadają. Jak oni to zrobili? Nie mam pojęcia. Ale wiem, że układ gwiazd również może być ułożony zgodnie z życzeniem klienta.

W codziennym użytkowaniu Rolls-Royce budzi ogromną pokorę. Czułam że patrzę na Warszawę przez grubą taflę szkła. Ten samochód, jak żaden inny, odcina Cię bowiem od reszty świata. Majestatyczność Rolls-Royce’a nie pozwala ludziom podejść, uśmiechnąć się, pomachać. Pokuszę się o stwierdzenie, że Rolls-Royce Wraith wytycza nowe standardy na drodze. Raptem nikt nie używa klaksonu, wszyscy zjeżdżają Ci z drogi a zmiana pasa nigdy była tak prosta. Mówią, że czego „Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał” ale w towarzystwie tych samochodów szybko można się nauczyć manier.

Zdjęcia: Robert Korybut-Daszkiewicz