Teoretycznie, jak wszystkie pickupy, miał być przedstawicielem klasy robotniczej. Zresztą budowa jego „ciała” nie pozostawia złudzeń; to kawał chłopa stworzonego do ciężkiej pracy. Tyle w teorii. Bo w praktyce okazuje się, że znacznie lepiej niż w polu, Volkswagen Amarok radzi sobie na salonach. I słoma z butów nie wychodzi mu ani przez moment.

Ale może słowem wstępu zacznijmy od jego korzeni. Samochód został powołany do życia pod koniec 2009 roku. Już od samego początku był namaszczany na bycie przygodoodpornym. Najlepiej  świadczy o tym geneza jego imienia. Amarok bowiem,  w języku Inuitów, oznacza wilka arktycznego. Ile jest w tym samochodzie z wilka arktycznego? Tego nie udało mi się sprawdzić. Zima czmychnęła zanim zdążyłam odebrać kluczyki. Za to zdradzę Wam, ile ten samochód ma w sobie z lwa salonowego.

Tego typu zabawki zawsze cieszą. I nie mówcie mi, że jest inaczej. Reakcja otoczenia na widok tego samochodu powiedziała mi wszystko sama za siebie. Ja nie jestem wyjątkiem. Jadąc go odebrać cieszyłam się niczym na wyjazd do Legolandu. Lubię pickupy. Nawet bardzo. Dodają takiej przyjemnej pewności siebie równie skutecznie, co buty na obcasie. W końcu jak mawiała Marilyn Monroe: daj kobiecie odpowiednie buty a podbije świat. Z samochodami bywa podobnie. Kiedy dojechałam na miejsce, nie kryłam swojego zaskoczenia. Wybrany dla mnie egzemplarz był obwieszony biżuterią w postaci chromowanych dodatków, niczym amerykański raper 50 Cent. Zdecydowanie nie przypominał woła roboczego, który żywi się piachem, błotem i przygodą. 20-calowe felgi tylko mnie utwierdziły w tym przekonaniu.

Volkswagen Amarok test, V6, kobiety za kierownicą, kobiety prowadzą, baba za kierownicą

Ciąg dalszy nastąpił po uchyleniu drzwi. Kabina pasażerska, pod względem jakości wykończenia oraz użytych materiałów, ani trochę nie odbiega od mniejszych, eleganckich braci ze stajni Volkswagena. Podgrzewane fotele, nie dość, że pokryte czarną skórą to jeszcze regulowane elektrycznie na wszystkie możliwe kierunki (z uwzględnieniem regulacji odcinka lędźwiowego)  w długiej i męczącej trasie stanęły na wysokości zadania. To, co jednak w tym samochodzie jest prawdziwym królikiem z kapelusza to silnik oraz sposób, w jaki ten samochód się prowadzi.

Wysokoprężna jednostka V6 o pojemności 3.0  to jest to, czego na próżno szukać u konkurencji. Pracuje cicho i płynnie. Kultura na najwyższym poziomie. Do współpracy silnik otrzymał 8-biegową, automatyczną skrzynię która żongluje biegami z prędkością maszyny losującej w totolotku. Volkswagen Amarok to ponad 2 tonowy czołg ale przypomnisz sobie o tym dopiero w momencie, kiedy zechcesz go zaparkować w centrum miasta. I może podczas wizyty na stacji benzynowej. Bo taki Goliat swoje musi wypić.

Przy bardzo łagodnym traktowaniu gazu zadowoli się nawet 11 litrami. Jednak zużycie będzie rosnąć w momencie, kiedy sytuacja na mieście zacznie się zagęszczać  albo kiedy Twoja noga zrobi się nieco cięższa. Wtedy Amarok nabiera apetytu na 15 litrów. Tą sytuację, oprócz masy, tłumaczyć może również stały napęd 4MOTION na cztery koła. Sytuacja z pewnością może się zrobić bardziej dramatyczna kiedy do Amaroka podłączymy przyczepę z koniem lub z motorówką. I to na spokojnie bo ten niedźwiedź jest w stanie pociągnąć do 3,5 tony. Cóż, niezaprzeczalnie jest to zabawa dla ludzi zamożnych. Ale przecież pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy.

Tekst: Anna Nazarowicz

Zdjęcia: Magda Kuc

Volkswagen Amarok test, V6, kobiety za kierownicą, kobiety prowadzą, baba za kierownicą

Volkswagen Amarok test, V6, kobiety za kierownicą, kobiety prowadzą, baba za kierownicą

 

Volkswagen Amarok test, V6, kobiety za kierownicą, kobiety prowadzą, baba za kierownicą

 

Volkswagen Amarok test, V6, kobiety za kierownicą, kobiety prowadzą, baba za kierownicą