Podobno jedni stoją w kolejce po rozum, inni stoją po wzrost. Czy to oznacza, że niskich mężczyzn omija w życiu to, co najlepsze? Tom Cruise, Leo Messi czy też filmowy Harry Potter to najlepszy dowód na to, że kilka centymetrów mniej nie przekreśla wszystkiego. Volvo XC40 to najmniejszy SUV w ofercie  producenta. Mały w oczach kobiety – czy to musi być porażka?

Rude włosy, piegi czy też okulary i wiadomo, że dzieciaki w szkole nie dadzą Ci żyć. Wiele z tych problemów daje się potem rozwiązać bo włosy przefarbujesz, zęby wyprostujesz a ładne okulary tylko dodają uroku. Ale wzrost, szczególnie u panów, bywa trudny do zniesienia. Kobiety o wiele częściej wybierają bowiem wyższych od siebie bo, jak same twierdzą, przy takich mężczyznach czują się po prostu lepiej. Tymczasem Napoleon Bonaparte, Louis Armstrong, Pablo Picasso czy też Nicolas Sarkozy to doskonały dowód na to, że mężczyzna, mimo skromnego wzrostu, może osiągnąć naprawdę wiele.

Mam na imię Volvo XC40 i jestem zwycięzcą

Ten samochód jest właśnie jednym z takich panów. Nie o gabaryty się tu bowiem rozchodzi, lecz o jego potencjał. Auto z miejsca otrzymało prestiżowy tytuł „Car of the Year” i trudno się temu dziwić. Wymagające warunki i niemal wyczynowa trasa podczas pierwszych, polskich jazd testowych (moje wrażenia opisałam tutaj) tylko mnie utwierdziły w przekonaniu, że ja ten samochód naprawdę chcę. Od tamtej pory minęły 2 lata i dziś XC40 w końcu do mnie wraca. Tym razem jako hybryda typu plug-in.

Szybkie wprowadzenie dla tych, którym obce jest powyższe pojęcie: hybrydowy czyli napędzany za pomocą dwóch silników. Jeden to benzynowy T5 o pojemności 1.5, który generuje moc 180 KM. Drugi silnik jest elektryczny i dorzuca od siebie kolejne 82 KM. Całość oferuje 262 KM. Jak dla mnie wynik całkiem zacny. A co oznacza plug-in? Ano to, że silnik elektryczny ładujemy z gniazdka. No dobra, teoria za nami. A jak to się prowadzi?

Będę mówić do Ciebie szeptem nawet przy 120 km/h

Wciskam Start i cisza. O tym, że samochód obudził się do życia, świadczą jedynie zegary. Pierwszy do akcji wkracza bowiem silnik elektryczny. Volvo XC40 rusza z dyskrecją kota i zaczyna sunąć w drogę. Wewnątrz panuje idealna cisza i wierzcie mi: naprawdę można ją polubić. Wiem, że co niektórzy muszą słyszeć gaworzenie silnika i ja nie jestem tu wyjątkiem. Ale podczas jazdy elektrykiem czuję, że wręcz odpoczywam. Zresztą bicia benzynowego serca nie usłyszałam jeszcze długo bo na elektrycznej jednostce rozpędziłam Volvo do 80 km/h. Czy na tym koniec elektrycznych możliwości? Nic z tych rzeczy. Co niektórzy z dziennikarzy jeździli nawet 120 km/h nie potrzebując benzyny. Kto zatem posiądzie umiejętność jazdy tą hybrydą, ten będzie z niej czerpał to, co najlepsze.

Silnik benzynowy – ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie

„Obecny” – powie silnik benzynowy przy mocniejszym naciśnięciu gazu. Do kabiny zaczyna się wtedy sączyć delikatny odgłos pracy trzech cylindrów, który miesza się z szumem powietrza. Czy tych cylindrów nie jest oby za mało? Fakt, trzycylindrowe silniki najczęściej można spotkać pod maską innych, zdecydowanie mniejszych aut np. Toyota Yaris, Ford Fiesta. Przy mocniejszym naciśnięciu gazu taki silnik będzie również ciut głośniejszy. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że Volvo XC40 Plug-In Hybrid nie potrzebuje silnika benzynowego nawet przy takich prędkościach, jak wspomniane 120 km/h, trzy cylindry będą raczej wkraczać do gry w momencie, kiedy skończy się już zapas prądu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że podczas codziennej jazdy po mieście o benzynie mało kto będzie pamiętał. Komu jednak praca jednostki benzynowej zacznie przeszkadzać, może podkręcić radio. Zestaw Harman Cardon to prawdziwy bankiet dla ucha.

Cała moc trafia tu na przednią oś ale w trasie specjalnie tego nie odczułam. Zresztą obecność układu hybrydowego po prostu wymusiła na producencie takie rozwiązanie. W temacie wnętrza wypowiadałam się już nie raz bo w poszczególnych modelach niemal niczym się ono nie różni. Fotele są obłędnie wygodne (ale nic dziwnego skoro powstają przy współpracy z ortopedami), komputer pokładowy jest dość intuicyjny w obsłudze a całość jest po prostu urzekająca. Co więcej, ładny design idzie tu w parze ze sporą ilością praktycznych rozwiązań. Pojemne schowki oraz ustawny bagażnik czynią z tego auta prawdziwego przyjaciela kobiet. Czy bym go chciała? Bardzo. Ale ze względu na ograniczenia w szybkim ładowaniu wybrałabym go z sercem benzynowym. Nie jest to zatem największe Volvo ale też wzrost u mężczyzny nie ma dla mnie znaczenia.